Nieoczywisty idealny kandydat do pracy

Proces rekrutacyjny w każdej firmie zaczyna się tak samo: określenie obowiązków na stanowisku do obsadzenia i wymagań, jakie muszą spełnić kandydaci, wystawienie ogłoszenia, zebranie CV, wyselekcjonowanie z nich tych, które spełniają oczekiwania pracodawcy. Wybór tego jednego kandydata to już kwestia indywidualna. Wśród nadesłanych aplikacji znajdą się takie, które od razu na pierwszy rzut oka wyglądają na idealne, ale też takie, które potrafią wprawić w osłupienie. Te (na pozór) idealne są spójne, klarowne: ukończone najlepsze studia z najwyższymi wynikami, wynikająca z doświadczenia jasno określona ścieżka kariery w wyuczonym zawodzie, za każdym razem stanowisko w coraz lepszych firmach, może nawet regularne awanse, dodatkowo doszkalanie się w tym samym zakresie – lub pochodnych, podnoszące kwalifikacje, a do tego świetne referencje. Perfekcyjne CV, z którego wynika idealne, ułożone, usystematyzowane życie i jasno określone cele. Z drugiej strony mamy osobę, która co prawda spełnia wszystkie wymagania i ma te same kwalifikacje, ale historia zatrudnienia pozostawia wiele do życzenia. Częste zmiany pracy, różne zawody z całej palety branż – barowy piosenkarz, pracownik firmy przeprowadzkowej, telefoniczna obsługa klienta, obwoźny sprzedawca książek. Nic, co miałoby związek z ukończonymi studiami ekonomicznymi i to tylko na poziomie licencjata.

Z pierwszego CV można wywnioskować, że kandydat jest stabilny, świadomy, czego chce i do czego dąży, że jego wieloletnie doświadczenie pozwoli na sprawne wejście do firmy i efektywną pracę, a referencje od innych pracodawców tylko to podkreślają. Każda zmiana pracy ma na celu jego rozwój.

Ale może to też oznaczać, że osoba taka miała sporo szczęścia, sukcesy przychodziły jej łatwo, bez wysiłku, a nawet przy dużej dozie zwykłego farta. Że sprawiając wrażenie kompetentnej pięła się w górę bazując tylko na opinii. Albo szła po trupach do celu. Albo po prostu nie będzie potrafiła sobie poradzić z przeciwnościami i trudnościami, jeśli całe jej życie zostało zaprogramowane na sukces.

Drugie CV może również wskazywać na dwie rzeczy. Taki kandydat może być niestabilny, nieprzewidywalny, rozkojarzony, prawdopodobnie nie wie, czego chce, a skoro nie wie teraz, pewnie nigdy się tego nie dowie. Nie będzie więc podchodził do swoich obowiązków poważnie, nie zagrzeje też miejsca w firmie przez dłuższy czas. Z drugiej jednak strony ostatecznie ma te same kwalifikacje i spełnia takie same wymagania, co poprzedni kandydat. Może to wynikać z tego, że miał do pokonania wiele trudności, musiał walczyć z wieloma przeciwnościami, żeby znaleźć się w tym samym miejscu i w międzyczasie utrzymać się na powierzchni. Różnorodność zawodów pozwala przypuszczać, że szybko się uczy i dostosowuje do nowych warunków, żadne zadanie nie będzie dla niego niewykonalne. Jeśli trafił do naszej firmy po tylu rozchwianych doświadczeniach, może właśnie tu chce znaleźć stabilizację i miejsce dla siebie.

przeprowadzki warszawa – Szukaj w Google

Takie osoby często przeszły traumę, miały trudne dzieciństwo i młodość, nie miały potencjalnie żadnych szans na sukces. Ale mimo to walczą. Naukowcy nazwali to wzrostem potraumatycznym. To doświadczenie pozytywnej zmiany, która pojawia się w następstwie zmagania się z trudnymi lub traumatycznymi przeżyciami. Ich efektem jest wzrost umiejętności doceniania życia, woli walki i przetrwania, dostosowywania się do niestabilnego otoczenia. Nie zawsze oczywiście trauma daje taki efekt, nie zawsze też przedziwne CV oznacza, że mamy do czynienia właśnie z taką osobą. Ale jedno, co zawsze warto zrobić, to przynajmniej zaprosić taką osobę na rozmowę kwalifikacyjną i sprawdzić, co ma do powiedzenia. Bo może się okazać, że to właśnie ona pobije innych kandydatów na głowę. A jeśli nie – w najgorszym razie będzie można o tym spotkaniu opowiedzieć anegdotę na imprezie firmowej.

W razie wątpliwości warto przypomnieć sobie jedną z najbardziej znanych historii z CV. Mężczyzna, którego rodzice oddali do adopcji, nie ukończył nawet liceum, ciągle zmieniał pracę, wyjechał na rok do Indii – bo tak. Na domiar złego jest dyslektykiem. Skazany na porażkę od dzieciństwa. Nazywa się Steve Jobs.

Autor: Katarzyna Grochólska